Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

wynajętych koniach. Ponieważ muszą natychmiast jechać do Puebli, potrzebne im są nowe, silne wierzchowce. Zapłacą dobrze. Handlarz zaprowadził ich do stajni i szybko dobili targu.
W tym czasie Grandeprise zmitrężył dobre kilka minut przy pozornie nieprzytomnym oficerze. Uwolnił go z więzów i knebla, sam rozebrał się z munduru i włożył własne łachy, a Francuza nakrył kurtką i spodniami uniformu. Jeszcze raz sprawdziwszy, że jego ofiara oddycha, poszedł w stronę gospody.
Teraz Sępi Dziób przeskoczył mur i nie zatrzymując się ani na chwilę przy oficerze, pospieszył za oddalającym się nieznajomym, aby, nie zauważony, mógł iść za nim krok w krok, zdjął buty.
Grandeprise zatrzymał się przed gospodą i nerwowo przemierzał ulicę w tą i z powrotem. Przeciągające się czekanie nudziło go widać, bo przełazi przez płot, by wślizgnąć się do budynku tylnym wejściem.
Sępi Dziób, pogrążony w rozmyślaniach, poszedł uliczką do końca i z daleka obserwował gospodę. Noc miała się ku końcowi. Usłyszał, że w jednym z sąsiednich obejść otworzono bramę. Odwrócił się w tamtym kierunku i zobaczył,


Strony: