Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

domyśla się senior? Chciałem się go po prostu pozbyć.
— Jakże to? Przecież przyjdzie do gospody.
— Ale nas już tam nie zastanie. Musimy natychmiast opuścić miasto.
— To niemożliwe! Nie zrealizowaliśmy jeszcze naszego zadania.
— Plany się pokrzyżowały. To chyba i dla pana jasne. Wrócimy do gospody potajemnie i zabierzemy z pokoju tylko to, co niezbędne. Gdy Grandeprise zobaczy, że są nasze rzeczy, będzie czekał przez kilka dni przekonany, że wrócimy.
— A potem pojedzie do Santa Jaga i tam nas znajdzie — obruszył się Cortejo.
— Do tego czasu wszystko się wyjaśni.
— Jak się tam dostaniemy? Przecież nie możemy iść pieszo.
— Widziałem w pobliżu naszego zajazdu szyld jakiegoś handlarza koni. Kupimy od niego wierzchowce.
— A więc pospieszmy się, musimy odjechać, zanim wróci pański brat.
Do swego pokoju w gospodzie weszli przez okno. Zabrali najpotrzebniejsze drobiazgi i tą samą drogą wydostali się na ulicę. Nikt ich nie widział.
Handlarz już spał. Obudzili go energicznym pukaniem. Powiedzieli mu, że przybyli do stolicy z Queretaro na


Strony: