Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

— jęknął oficer.
— To zupełnie nieważne. Dosyć, że ja rozumiem. Niech pan tu poleży spokojnie. Zaraz wracam.
Szybko oddalił się w kierunku więzienia. Zawiedziony oficer zawołał w ślad za nim:
— Na miłość boską, nie zostawiaj pan bezbronnego człowieka! Sępi Dziób udał, że nie słyszy. Biegiem dotarł do więzienia.
Kiedy zadzwonił, wartownik ospałym głosem zapytał:
— Kto tam?
— Sępi Dziób.
— Nie znam pana.
— Nie musisz. Otworzyć!
— Nie wolno mi. W nocy mogę otwierać tylko urzędnikom.
— Byłem tutaj z dwoma aresztowanymi.
— Aha… Ale alkald był z wami.
— Niech to piorun strzeli! W dodatku nie mogę sobie nawet splunąć przez mur! Czy ci aresztowani są w więzieniu?
— Nie, już nie.
— Do stu tysięcy diabłów! Gdzież się podziali?!
— Pewien francuski kapitan zabrał ich.
— Więc jego wpuściliście, co? No, tak! Łotrów się wpuszcza do tej budy, a dla uczciwych ludzi wstęp wzbroniony! Głupcze! Ten „kapitan” nie jest wcale oficerem, tylko zwyczajnym opryszkiem, oszustem! Nie dziwię się, że wasz


Strony: