Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

/> — Do kroćset! Co z was za fajtłapy! Gdzie aresztant?
— Uciekł — odpowiedział żołnierz drżącym głosem.
— Ruszaj szybko za nimi! Nie ociągaj się, bo będziesz miał ze mną do czynienia! Niech cię diabli porwą, jeżeli go nie schwytasz!
Przestraszony żołnierz pobiegł ile sił w nogach.
Zaledwie przebrzmiało echo jego kroków, Grandeprise zawrócił.
— A to spryciarze! — mruczał z zadowoleniem. — Z tych zaś Francuzów istne ciamajdy. Nic nie zauważyli. Zdziwiłbym się, gdybym tu gdzieś nie spotkał moich „więźniów”.
I rzeczywiście. Po chwili zbliżyły się do niego dwie postacie.
— Melduję, że jestem, kapitanie — szepnęła jedna.
— Ja również — dodała druga.
— Gdzie żołnierze? — zapytał Landola.
— Daleko! — myśliwy uśmiechnął się szeroko.
— A to głupcy! Ale nasze szczęście, że nie wzięli latarek.
— No właśnie — dodał Cortejo. — Powiedz nam teraz, senior Grandeprise, skąd masz ten strój.
— To dziecinnie proste — roześmiał się traper. — Po prostu powaliłem pewnego oficera i rozebrałem


Strony: