Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

panie kapitanie — odparł jeden z nich. — Prowadzimy ich pod rękę.
— A rzemienie?
— Z pewnością trzymają mocno.
— Nie zawadzi sprawdzić.
Udał, że kontroluje więzy. W rzeczywistości poprzecinał rzemienie.
— Wszystko w porządku! — upewnił żołnierzy. — Możemy być całkiem spokojni.
Szli dalej. Na najbliższym rogu ulicy jeden z żołnierzy przeraźliwie krzyknął i upadł na chodnik.
— Co się stało, u licha?! — zawołał Grandeprise.
— Do pioruna! — zaklął żołnierz. — Mój aresztant wyrwał się, przewrócił mnie na ziemię i uciekł!
— Za nim!
Żołnierz pobiegł, trzymając karabin w ręku. Nie strzelał jednak, ponieważ w ciemnościach nic nie widział.
— A ty — zwrócił się Grandeprise do drugiego konwojenta — dobrze pilnuj swojego więźnia. Miałbym się z pyszna, gdybyśmy nie dostali zbiega.
— Niech się pan nie martwi, kapitanie — uspokajał żołnierz. — Na pewno go złapie, Ach, ach…!
— Co znowu?
Francuz leżał na ziemi, jak przed chwilą jego kolega i wrzeszczał:
— Ależ mnie zdzielił!

Strony: