Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

wśród niech kartki z potwierdzeniem odbioru aresztantów. I to było Grandeprise’owi na rękę. Szybko wyjął pióro, wypełnił jedną z nich i podpisał nazwiskiem gubernatora. Ledwie wysuszył ją bibułą i włożył do kieszeni, zjawił się klucznik w towarzystwie dwóch żołnierzy z karabinami.
— Oto żołnierze, których pan kapitan żądał — zameldował.
— Dobrze. Gdzie klucze?
— Mam przy sobie.
— Idziemy!
Grandeprise pamiętał, że cela, o którą mu chodzi znajduje się na pierwszym piętrze. Kiedy stanęli przed numerem 32, rozkazał:
— Otworzyć!
Klucznik spełnił rozkaz bez wahania. Weszli do środka. W świetle latarki klucznika aresztowani ujrzeli francuskiego oficera.
— Czy senior to adwokat Antonio Veridante? — Grandeprise zapytał Corteja.
— Tak.
— A to pański sekretarz? —1 nie czekając na odpowiedź zwrócił się do wartownika: — Dajcie no latarkę!
Udając, że chce oświetlić twarze więźniów, manipulował latarką tak, aby mogli go zobaczyć. Zorientowali się od razu w sytuacji.
— Tak, to oni! — stwierdził. — Gubernator chce ich


Strony: