Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

się za jednym z pomników i zaczął obserwować, co będzie dalej.
Wkrótce przyprowadzono Corteja i Landolę.
— Skąd wzięliście zwłoki? — zapytał alkald. Milczeli.
— Zbrodniarze milczą zwykle wtedy — odezwał się Kurt — gdy już nie mają nic do stracenia. Rano zobaczymy, z którego grobowca wykradziono ciało.
— Zgadzam się z panem — poparł go alkald. — Do tego czasu wszystko powinno pozostać, jak jest. Zostawię na straży kilku ludzi. A tych łotrów zaprowadzimy do więzienia.
Alkald, Kurt, Sępi Dziób i Peters opuścili z Landola i Gasparinem Cortejem cmentarz. Grandeprise, nie zauważony przez nikogo, skradał się w niewielkiej odległości za nimi.
W więzieniu próbowano znowu przesłuchać jeńców. Jednak i tu milczeli jak zaklęci. Ponieważ tylko jedna cela była wolna, umieszczono ich razem.
Kurt zwrócił się do Corteja:
— Niech pan nie sądzi, senior Cortejo, że milczenie coś wam pomoże. Wiem o wszystkim. Przyznanie się do winy jest mi niepotrzebne.
Tym razem Cortejo nie wytrzymał:
— Czcze gadanie! — rzucił z pogardą.
— Nazywam się Kurt


Strony: