Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

Momentalnie padł na ziemię i zaczął pełzać w kierunku, skąd dochodziły odgłosy. Dotarł do gęstego krzaka róży, przy którym zatrzymali się dwaj policjanci.
— Nie widzę go — rzekł jeden.
— Ani ja — przytaknął drugi.
— Kto wie, co ten chłop z wielkim nosem zobaczył. Może nikt nie stoi na warcie? Szukajmy dalej!
Zaczęli się skradać. Grandeprise zauważył dopiero teraz, że tropią go policjanci.
— Do licha! — mruknął. — Może chcą mnie aresztować? Muszę ostrzec towarzyszy.
Zaczął się czołgać w kierunku, dokąd poszli Cortejo i Landola. Nie znalazł ich jednak. Ostrożnie szukał więc dalej. Wtem dojrzał wśród zarośli promień światła. Skierował się w jego stronę i dotarł aż do grobowca Rodrigandów. Tu usłyszał głośną rozmowę.
— O, leży tutaj! — mówił ktoś.
— Rzeczywiście jest nieboszczyk. Chcieli go włożyć do trumny hrabiego. Muszą powiedzieć, jaki grób rozkopali.
Schwytali ich — pomyślał Grandeprise. Nie zrobili przecież nic złego, ale panowie Francuzi nie będą się z nimi długo cackać. Muszę ich uwolnić.
Ukrył


Strony: