Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

mnie! — wtórował mu rzekomy Veridante.
Rzucili się na Sępiego Dzioba. Był na to przygotowany. Najpierw uderzył latarką w twarz pirata, którego uważał za bardziej niebezpiecznego. Szkło rozprysło się na drobne kawałki. Oszołomiony Landola odskoczył w tył. Niemal równocześnie Cortejo otrzymał tak potężnego kopniaka, że zwalił się na kamienną płytę. W tym momencie podskoczyli do nich towarzysze Sępiego Dzioba i obezwładnili, skrępowawszy powrozami.
Widząc, że wszelki opór jest daremny, Cortejo dał za wygraną. Landola jeszcze się szamotał i pienił z wściekłości. W rezultacie skrępowano go mocniej niż Corteja.
— A więc mamy ich! — odetchnął alkald. — Czy zaraz przystąpimy do przesłuchania, panie poruczniku?
— To nie jest odpowiednie miejsce. Musimy przede wszystkim znaleźć nieboszczyka, którego ci dwaj zostawili z pewnością na górze. Prócz tego trzeba ująć człowieka stojącego na warcie.
— Już go na pewno mamy!
Jednak alkald się mylił. Grandeprise był bowiem doświadczonym myśliwym. Stał przy bramie i czekał na towarzyszy. Nagle usłyszał za sobą jakiś szelest.


Strony: