Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

Dobrze. Więc formalnie nie widziałeś. A naprawdę ile ich było?
— Tylko trzy. Wsiadły do przedziału służbowego.
Kurt był zadowolony z informacji. Chcąc się jednak upewnić, że chodzi o tych samych mężczyzn, pytał dalej:
— Jak wyglądali?
Żołnierz opisał całą trójkę. Gdy skończył, kapitan Wagner wykrzyknął:
— Oni, bez wątpienia oni! Nie wiem tylko, kim jest ten trzeci. Na pewno nie było go na pokładzie.
— Dowiemy się i tego. — Kurt zwrócił się znowu do żołnierza: — Kiedy odchodzi następny pociąg?
— Dopiero za trzy godziny. Trzeba czekać na lokomotywę z Lomalto. Przyciągnie skład pełen żołnierzy.
— A wcześniej nie ma żadnego pociągu, choćby towarowego?
— Nie.
Podziękowawszy zwrotniczemu, Kurt odszedł wraz z towarzyszami.
— A więc umknęli! — zdenerwował się kapitan. — To moja wina! Co robić?
— Cierpliwości, drogi przyjacielu — uspokajał go Kurt. — W każdym razie nie ulega wątpliwości, że pojechali do stolicy. Jadę za nimi i mam nadzieję, że ich spotkam.
— Czy pozwoli pan, panie poruczniku —


Strony: