Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

ujrzeli wymierzony w nich monstrualny nos i nieruchome oczy.
Wrzasnęli przeraźliwie, a potem strach ich sparaliżował. Cortejo stał jak posąg, trzymając latarkę w ręku.
Po kilku sekundach odzyskali mowę.
— Wielkie nieba! — krzyknął Cortejo. — Kto to?
— Diabeł! — jęknął Landola.
Obu łotrów, których bezecne czyny dowodziły, że nie lękają się ani Boga, ani szatana, ogarnęło przerażenie tak okropne, że ruszyć się z miejsca nie mogli.
— Tak, to szatan! — stęknął Cortejo.
— Pfftff, pffttff! — bluznęło im z trumny sokiem tytoniowym prosto w twarz.
— Nie mylicie się! Jestem diabłem, szatanem, Belzebubem! — ryknął Sępi Dziób, wyskakując z trumny. — Pójdziecie ze mną do piekła! Oto chrzest przed wejściem do podziemi!
Wymierzył im po tak siarczystym policzku, że obaj znaleźli się na kamiennej płycie. Pochylił się nad nimi i w mgnieniu oka broń, którą mieli przy sobie, „przefrunęła” do najodleglejszego kąta grobowca.
Padając na płytę Cortejo wypuścił z rąk latarkę. Sępi Dziób chwycił ją w lewą rękę, a prawą, uzbrojoną w


Strony: