Klasztor Della Barbara

Autor: Karol May

rozstawić ludzi — rzekł alkald. — Dwóch będzie pilnować bramy…
— To niezbyt rozsądne — przerwał Sępi Dziób. — Byliby ostatnimi głupcami, gdyby weszli przez bramę. Należy przypuszczać, że przedostaną się przez mur.
— Muszę więc zwiększyć straże.
— Ależ to zbyteczne! Zostańcie tylko przy grobowcu, resztę ja załatwię.
— Pan? — zapytał z niedowierzaniem alkald. — Pan sam?
— Dlaczego nie, do pioruna! — fuknął Sępi Dziób, plując gwałtownie.
— Jeden człowiek to za mało.
— Jest pan w błędzie. Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Pańscy ludzie z pewnością nie słyszą nocą chrząszczy w trawie.
— Usłyszy senior kroki tych ludzi? — powątpiewał urzędnik.
— Jestem tego pewien.
— Nawet z dużej odległości?
Amerykanina znudziła długa indagacja. Splunąwszy nad głową alkalda, powiedział:
— Kalkuluję, że prędzej mnie może master powierzyć pieczę nad cmentarzem niż tym policjantom. To wszystko, co mam do powiedzenia. Jeżeli mi pan nie wierzy i postanowił ustawić straże na wszystkich murach, jak gdyby


Strony: