Jego królewska mość

Autor: Karol May

na którym mógłbym polegać.
Kurt milczał. Kapitan jeszcze raz przyjrzał mu się uważnie. Wydało mu się, że ten niedoświadczony młodzieniec o szczerej, otwartej twarzy i rozumnych oczach będzie posłusznym narzędziem w jego rękach.
— Nie nalegam — powiedział po chwili — aby wyjawił pan, kim jest. Ale mogę przynajmniej wiedzieć, czym zajmuje się pański ojciec?
— Jest marynarzem.
— A zatem nie zaliczacie się do wielkich panów. Szuka pan posady?
— Przyrzeczone mi ją, ale teraz robią trudności.
— Gwiżdż sobie pan na nich! O ile tylko stwierdzę, że może mi się pan przydać, dam panu z pewnością lepsze warunki.
— A czym musiałbym się wykazać?
— Choć odrobiną przebiegłości. Kurt mrugnął porozumiewawczo.
— O, tej mi nie brak. A więc przyjmuję pańską propozycję. A kiedy dowiodę panu, że mogę się przydać, wyjawię moje nazwisko. Ja tu nie wszędzie, proszę pana, jestem dobrze notowany, dlatego wolę zachować daleko idącą ostrożność.
Kapitan był wyraźnie uradowany. Tym łatwiej uczynię cię posłusznym chłopaczkiem — pomyślał —


Strony: