Jego królewska mość

Autor: Karol May

niech pana głowa nie boli o to, kim jestem.
Oczy kapitana rozbłysły zadowoleniem.
— Usadził mnie pan. To mi się podoba. Lubię takich twardych ludzi, gdyż można na nich polegać. Czy bywał pan często w tej willi?
— Nie — tym razem Kurt nie rozmijał się z prawdą.
— Czy zamierza pan wrócić tam?
— Tak, nawet muszę.
Kapitan przysunął się do Kurta i zapytał cichym głosem:
— Posłuchaj, młody człowieku, podobasz mi się. Czy jest pan majętny?
— Nie.
— Czy chce pan dobrze zarobić?
— Hm! W jakiż to sposób?
— Interesuje mnie hrabia, a że pan wróci do jego domu, mógłby się pan wywiedzieć tego i owego. Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby pan przyjął moją propozycję.
— Zastanowię się — rzekł Kurt po namyśle.
— Doskonale! Widzę, że nie jest pan w gorącej wodzie kąpany, a to zwiększa moje zaufanie do pana. — Zlustrowawszy ubiór Kurta, dodał: — Mógłby pan zarobić u mnie niezgorszą sumkę. A kiedy przekona się pan, że nie jestem sknerą, może będzie pan bardziej szczery wobec mnie. Jestem tutaj obcy i potrzebuję człowieka,


Strony: