Jego królewska mość

Autor: Karol May

powiedział uprzejmym tonem:
— Widzę tu odznaki mego szwadronu, panie majorze, więc proszę, aby był pan łaskaw przedstawić mnie panom. Wówczas natychmiast odmaszeruję.
— Panowie słyszeli już pańskie nazwisko. Jest dość krótkie, aby go nie tak prędko zapomnieć. Pan rotmistrz von Codmer i pan podporucznik von Platen.
— Dziękuję. Teraz mogę odmaszerować, aczkolwiek wyrażenie to stosuje się do rekrutów, nie zaś do oficerów.
I wyszedł natychmiast. Rotmistrz wycedził:
— Bezczelny człowiek, na honor!
— Mnie prosić o prezentację szlachciców! — oburzał się major.
— Tałatajstwo! Mieszczańska hołota! Bez taktu i wychowania! Czego zresztą można się było spodziewać! — narzekały damy.
Hm, zdaje się, że kolega ma ostry język — ośmielił się powiedzieć von Platen. — Ostrożnie trzeba sobie z nim poczynać. Nieźle się prezentuje. Jeśli równie dobrze posługuje się szablą jak językiem, wkrótce o nim usłyszymy.
— Nie ośmieli się! — zawołał major. — Damy mu do zrozumienia, że pojedynkowiczów zamyka się w twierdzy. Mam nadzieję, że pańskie dobre


Strony: