Jego królewska mość

Autor: Karol May

bezkarnie wejść między sokoły i orły. Ten intruz ma mi dzisiaj złożyć wizytę, od razu więc niech pozna, co go czeka.
W tej chwili drzwi się otworzyły i wszedł adiutant, meldując podporucznika Ungera.
— Ach, lupus in fabuła! — zawołał rotmistrz.
— Wejść! — rozkazał major, gładząc brodę.
Kurt wszedł. Zobaczywszy ponure miny obu wyższych oficerów i zmrużone pogardliwie oczy dam, nie miał żadnych złudzeń. Stanął w postawie służbowej, czekając, aż doń przemówią.
— Kim pan jest? — zapytał major.
— Podporucznik Unger, panie majorze. Słyszałem, jak adiutant wymienił moje nazwisko.
Odparował pierwszy cios, ale major udał, że tego nie spostrzegł. Pytał dalej:
— Był pan u pułkownika?
— Tak jest.
— Otrzymał pan wskazówki?
— Tak jest.
— Nic więcej nie mam do dodania. Może pan odmaszerować!
Najmniejszym gestem nie zdradzał chęci podniesienia się z miejsca, tak samo rotmistrz. Tylko porucznik von Platen wstał z krzesła i ukłonił się grzecznie. Kurt nie dawał za wygraną. Zamiast skierować się do wyjścia,


Strony: