Jego królewska mość

Autor: Karol May

otwartymi ustami.
— Do licha! — zawołał. — To dopiero polecenie, i to pisane własnoręcznie przez ministra! Ale ja nie chcę obalać uświęconych tradycją obyczajów, poza tym ten Unger jest bezczelny. Na szczęście, władza ministra tak daleko nie sięga.
Kurt pojechał do majora. Właśnie rozmawiano tam o nim. Major miał gości: rotmistrza z żoną i swego krewnego, młodego podporucznika. Młodzieniec opowiadał o zdarzeniach, których był świadkiem w kasynie: o zakładzie von Ravenowa, a także o przyjęciu do gwardii oficera–mieszczanina. Major i rotmistrz oburzyli się tak jak młodsi koledzy i postanowili przyłączyć się do bojkotu chudopachołka.
— Ale dlaczego — podporucznik kręcił głową — od razu taki ostry wyrok, w dodatku zaoczny? Chłopak jest wprawdzie mieszczaninem, ale może też być człowiekiem honoru. W każdym razie ja na jego miejscu czułbym się straszliwie dotknięty, niemal sprowokowany. Nie wiadomo, co z tego wyniknie.
— Jest pan zbyt miękki, mój drogi von Platen — powiedział major. — To przywara młodego wieku. Za lat dziesięć będzie pan inaczej o tym myślał. Wrona nie może


Strony: