Jego królewska mość

Autor: Karol May

/> — Nie.
— Hm! Czy będzie się pan stołował w kasynie?
— Mieszkam i stołuję się u znajomych.
— Ach, tak. Hm! A więc doprawdy nie wiem, w jaki sposób zapoznać pana z panami oficerami.
Kurt zrozumiał, o co chodzi, ale odezwał się grzecznie:
— Zwykle panowie adiutanci przedstawiają nowych kolegów. Czyżby w gwardii panowały inne zwyczaje?
— Nie może pan chyba wymagać, aby w gwardii skupiającej kwiat szlachty, przyjmowano taki, łagodnie się wyrażając, mieszczański zwyczaj. Ten, kogo urodzenie stawia poza nawias towarzystwa, niełatwo może się tam wepchnąć.
— Wepchnąć? Pan pułkownik użył niewłaściwego wyrażenia. Komendant zatrząsł się, mocniej nasadził monokl i zwrócił się do adiutanta:
— Mój drogi von Branden, czy będzie pan w tych dniach w kasynie?
— Wątpię — odpowiedział chłodnym tonem, nie podnosząc oczu.
— Słyszy pan, panie poruczniku? — ton głosu pułkownika był jeszcze chłodniejszy. — Będzie pan musiał w inny sposób szukać znajomości z panami oficerami.
— W takim razie czy mogę zapytać, kiedy mam się stawić na


Strony: