Jego królewska mość

Autor: Karol May

przynajmniej się pocieszam, że dorównuję protoplastom szlachty, i to mnie zupełnie zadowala.
Brygadierowi nikt jeszcze nie dał takiej nauczki. Zmrużył oczy i warknął:
— Co? Jak? Muszę to sobie zapamiętać! Jest pan wolny i może odejść!
Kurt ukłonił się i wyszedł. Teraz pojechał do pułkownika. Na przyjęcie czekał prawie godzinę, mimo że innych interesantów nie było. Wreszcie go wpuszczono. Pułkownik siedział przy pulpicie, odwrócony plecami do drzwi. Z boku pisał zaś przy biurku von Branden, adiutant. Obrzucił Kurta chłodnym spojrzeniem i nie przestał pisać.
Upłynęło kilka minut. Kurt zakasłał głośno i dopiero wtedy pułkownik odwrócił się powoli.
— Kto tu kaszle? A, to pan. Kim pan jest?
— Podporucznik Unger według rozkazu, panie pułkowniku. Pułkownik podniósł się, nasadził monokl i ostrym wzrokiem mierzył podporucznika od stóp do głów. Nie mogąc widać nic zarzucić jego wyglądowi, powiedział wreszcie:
— A zatem stawił się pan. Niech się pan zamelduje w adiutanturze. Musi pan wiedzieć, że w gwardii wymagania są wielkie. Czy zna pan panów oficerów?

Strony: