Jego królewska mość

Autor: Karol May

powozu. Kurt podbiegł do okna, lecz ujrzał tylko cień znikających w bramie kobiet.
— Różyczka — szepnął, uśmiechnął się do siebie. — Ach, jakże dawno jej nie widziałem. Na pewno bardzo się zmieniła. W jej wieku jeden tydzień przynosi więcej zmian niż później cały rok. Muszę natychmiast ją zobaczyć!
Zszedł szybko na dół do salonu. Don Manuel właśnie witał się z obiema paniami. Tu, w jasnym pokoju, uroda dziewczyny mogła oszołomić każdego. Odziedziczyła ją po obojgu rodzicach. Sternau, jej ojciec, był przystojnym mężczyzną, wyróżniającym się olbrzymim wzrostem i potężną budową, matkę zaś, Rosetę de Rodriganda, powszechnie uważano za piękność.
Kurt stał na progu zachwycony. Różyczka odwróciła się raptownie.
— Kurt, nasz kochany Kurt! — zawołała, wyciągając do niego ręce. Usiłował opanować wzruszenie i gwałtowne bicie serca. Ukłonił się nisko, ujął dłoń dziewczyny i lekko pocałował. Nie mógł jednak wykrztusić słowa.
Spojrzała nań ze zdumieniem, unosząc brwi:
— Tak obco i oficjalnie?! Czy pan porucznik już mnie nie zna?
— Nie znać


Strony: