Jego królewska mość

Autor: Karol May

naprawdę nie znam!
— Jaki tam „von”! — rzekł ze złością adiutant. — On nazywa się po prostu Unger.
Oficerowie zerwali się z miejsc.
— Mieszczanin? Nie szlachcic?
— Tak. Źle z huzarami gwardii. Jak mi wściekłość do głowy uderzy, podani się do dymisji. Myślałem, że mnie piorun trzaśnie, kiedy zapisywałem tego nowego, tak zwanego kolegę. Ma lat dwadzieścia pięć, służył w darmstadzkim pułku liniowym, ojciec jego jest dzierżawcą małego folwarku w pobliżu Moguncji, a poza tym kapitanem na jakimś starym statku. Majątku nie posiada, ale za to, jest protegowanym wielkiego księcia Hesji. Major klnie, na czym świat stoi, pułkownik klnie, generał klnie, wszystkie ekscelencje klną, ale te przekleństwa na nic się nie zdadzą, gdyż podporucznika wprowadzają z góry. Trzeba go przyjąć i tolerować.
— Tolerować? Nigdy! — zawołał hrabia von Ravenow. — Jeżeli o mnie chodzi, nie zniosę chłopaka czy pachołka okrętowego. Tego draba trzeba wysiudać z pułku.
— Tak, wysiudać to nasz obowiązek! — potwierdził ktoś, a reszta przytaknęła. Jakiś tam Unger nie może pełnić służby w


Strony: