Jego królewska mość

Autor: Karol May

/> — Jak zakład, to zakład — upierał się von Golzen. — Jeśli chcesz wygrać, musisz przedstawić dowód. W jaki sposób — to twoja rzecz. Żadnego zakładu nie może rozstrzygnąć zwykłe zapewnienie. Co pan o tym sądzi, kapitanie Shaw? Jest pan tu obcy, a zatem nie zainteresowany w tej sprawie.
Słowa te skierował do wysokiego, szczupłego mężczyzny, który siedział przy stole. Choć nosił cywilne ubranie, bywalcy kasyna wiedzieli, że to kapitan marynarki Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wyglądał na przeszło sześćdziesiąt lat i miał twarz prawdziwego Jankesa. Podobno — jak sam rozpowiadał — został delegowany przez Kongres, aby zbadać stosunki w marynarce niemieckiej. Z początku obojętnie przysłuchiwał się rozmowie, usłyszawszy jednak nazwisko Rodrigandy i Sternaua nadstawił ucha. Chciał właśnie odpowiedzieć von Golzenowi, gdy otworzyły się drzwi i wszedł porucznik huzarów gwardii, noszący odznakę adiutancką. Rzucił czapkę na krzesło z miną, która wyraźnie zdradzała zły humor.
— Hola, von Branden, co się stało? — zapytał jeden z oficerów. — Czyżbyś dostał od starego po nosie?

Strony: