Jego królewska mość

Autor: Karol May

skompromitowany.
— Hm! A skąd pan wie, że te panie nazywają się Sternau, hę?
— Wymieniły swoje nazwisko policjantowi.
— Dlaczego wprost z ogrodu przyszedł pan tutaj i wypytuje mnie o nie?
— Nie wypytuję, ale pytam z prostej ciekawości.
— Z ciekawości, powiadasz? Miej się pan na baczności, aby moja ręka nie pogłaskała pana po buzi!
— Co to ma znaczyć?
— Ano to, że Ludwik Straubenberger nie da się wystrychnąć na dudka. Jaki tam z pana podoficer? To pan jesteś owym podporucznikiem, pędziwiatrem, którego tak pięknie ośmieszyła córka stangreta! A teraz przyszedłeś tutaj, aby szpiegować! Radzę ci, zmykaj. Teraz odchodzę, ale za pięć minut wrócę ze stangretem i z innymi, którzy chętnie zobaczą wesołą scenkę. Jeżeli stangret pozna pana, wygarbujemy pańską oficerską skórę! Obiecuję! Do zobaczenia!
Ludwik podniósł się, zapłacił za wino i wyszedł. Zaledwie zniknął w bramie willi, von Ravenow także opuścił szynk. Nie miał ochoty na spotkanie z tego rodzaju ludźmi i przeklinał dzisiejszy dzień, w którym wszystko sprzysięgło się przeciw niemu.

Strony: