Jego królewska mość

Autor: Karol May

stole i z ożywieniem rozprawiali o wojnie, pokoju i o tym wszystkim, o czym się zwykło rozmawiać w gospodzie. Gdy pierwsze lody zostały przełamane, von Ravenow powiedział:
— Panie, miarkuję z pańskiej mowy, że był pan w wojsku.
— Rzecz jasna! Byłem podoficerem!
— Ja też jestem podoficerem!
— Pan? — nieznajomy z powątpiewaniem przyjrzał się delikatnym rękom kompana. — To czemu nie nosisz munduru?
— Jestem na urlopie.
— Być może, być może — mruknął były wojak, ale z jego tonu należało wnosić, że nie wierzy rozmówcy.
Podporucznik zmieszał się trochę, ale pytał dalej:
— Jak się pan nazywa?
— Ludwik Straubenberger.
— Mieszka pan w Berlinie?
— Rozumie się. Tam, naprzeciw, w wilii hrabiego Rodrigandy.
— To Niemiec, prawda?
— Hiszpan. Kupił ją niedawno.
— Czy ma dużo służby?
— Hm, nie za dużo.
— Czy któryś z jego urzędników nazywa się Sternau? Ludwik nastawił ucha. Był prostym człowiekiem, ale wyczuł, że chcą go wybadać. Ten człowiek nie wyglądał na podoficera, a w dodatku woźnica


Strony: