Jego królewska mość

Autor: Karol May

bardziej na rękę: nie wybiorę pasażerki zwyczajnej dorożki.
— Dziękuję! Ile czasu mi dajesz na zdobycie nieznajomej?
— Pięć dni licząc od dzisiejszego.
— Znakomicie! A więc możemy zaczynać!
Podniósł się i przypasał szablę. Prawie nie widać było po nim, że jest podchmielony. Miał tak pewny siebie drwiący uśmiech na ładnej twarzy, że kto patrzył nań, nie wątpił, iż taki mężczyzna potrafi spożytkować to, czym obdarzyła go natura.
W pomieszczeniu zapanowało pełne napięcia oczekiwanie. Oficerowie stanęli przy oknach i obserwowali przejeżdżające powozy. Którą damę wskaże von Golzen? Prawie każda im się podobała.
— Wspaniałe! Szykowne! Prześliczne! Niezwykłe! — wołali co chwila.
— Ale ta najcudowniejsza! — wykrzyknął jeden z nich, wskazując ręką na podjeżdżający właśnie powóz.
— Gdzie? Gdzie? — dopytywali się rozgorączkowani.
— Tam, na rogu ulicy.
— Na Boga, masz rację! Kto to może być?
Powóz jechał dość szybko. Siedziała w nim starsza dama i młodziutka dziewczyna o delikatnych rysach. Twarzyczkę oblewał


Strony: