Jego królewska mość

Autor: Karol May

świadczyły, że nie skąpił sobie wina i skory był do przechwałek. Von Golzen podniósł ostrzegawczo palec.
— Miej się na baczności, mój drogi, bo będę cię trzymać za słowo.
— Proszę bardzo! Jeśli zechcesz się wycofać, oświadczę wszem i wobec, że lękasz się płacenia za drugie śniadanie!
Von Golzen podniósł się i zawołał:
— Godzisz się na każdy zakład?
— Tak.
— Stawiam swojego kasztana przeciw twojemu arabowi.
— Do stu piorunów! To piekielnie nierówne stawki! Ale przyjmuję. Która to dziewczyna?
W oczach von Golzena rozpaliły się złośliwe ogniki.
— Nieznajoma z ulicy. Pierwsza, którą ci wskażę wśród przechodniów.
Oficerowie wybuchnęli głośnym śmiechem. Jeden zaczął klaskać w dłonie.
— Brawo! Von Golzen pragnie poświęcić swego kasztana, byleby von Ravenow wsławił się zdobyciem szwaczki czy panny sklepowej.
— Protestuję! — wykrzyknął huzar. — Mówiłem wprawdzie „każda”, ale chyba mogę żądać, abyś wybrał spośród przejeżdżających, a nie przechodzących dziewcząt.
— Zgoda! Pójdę ci jeszcze


Strony: