Jego królewska mość

Autor: Karol May

względami.
Dziś właśnie von Golzen uiszczał dług, koledzy zaś dbali, aby „umilić” mu przyjęcie.
— Tak, mój drogi von Golzen, tobie idzie jak i mnie! — mruczał wysoki, chudy kapitan w uniformie strzelców. — My obaj nie mamy szczęścia do hymenu, licho wie z jakiego powodu.
— Ba! — roześmiał się von Golzen. — Jeżeli chodzi o ciebie, to nietrudno zrozumieć, czemu kobiety nie darzą cię sympatią. Ta, która by cię poślubiła, musiałaby zbierać kości na przestrzeni trzech mil, a to praca dla anatoma, nie dla kobiety. Co się mnie tyczy — nic nie zraniło mojej dumy. Wprawdzie przegrałem zakład, ale nie dlatego, że dostałem kosza, lecz że von Ravenow go nie dostał. Jestem przekonany, że i tak wkrótce go otrzyma.
— Co też ty! — oburzył się von Ravenow. — Gotowym pójść o nowy zakład, że z każdą odniosę zwycięstwo.
— Oho! — rozległo się dokoła.
— Powtarzam: Każdy zakład o każdą dziewczynę! Na honor! Uderzył ręką w miejsce, gdzie zwykle tkwiła rękojeść szabli, teraz odłożonej, i obrzucił wszystkich wyzywającym spojrzeniem. Jego zarumienione policzki


Strony: