Jego królewska mość

Autor: Karol May

wzrok w człowieku, który przestępował próg.
— Juarez — szepnął słabym ze wzruszenia głosem.
— Prezydent! — zawołała Maria.
— Tak, to ja — uśmiechnął się Zapoteka. — Witam pana z Bogiem, senior Arbellez! Jak się panu wiodło?
— Źle, bardzo źle, senior — odpowiedziała Maria. — Josefa Cortejo wtrąciła go do lochu. Miał tam umrzeć z głodu. Nasz dobry pan straszliwie cierpiał.
Juarez groźnie ściągnął brwi. Chciał o coś zapytać, ale przeszkodził mu radosny okrzyk:
— Ojcze!
— Emmo, moje dziecko!
Z zamkniętymi oczami wyciągnął ramiona. W milczeniu trzymali się w objęciach. Łzy tylko spływały obojgu po policzkach. Juarez ujął Marię za rękę i wyprowadził z pokoju.
— Zostawmy ich samych. Ta szczęśliwa chwila należy wyłącznie do nich. Ale powiedz mi, gdzie jest senior Sternau.
— Wyjechał. A także Bawole Czoło, Niedźwiedzie Serce i inni towarzysze doktora. Dokąd, nie wiadomo.
— Musieli przecież powiedzieć.
— Nie mogli, bo sami nie wiedzieli. Udali się w pościg za Josefa Cortejo.
W paru słowach poinformowała


Strony: