Jego królewska mość
Autor: Karol May
bezpiecznie mieć przy sobie list Corteja.
Tymczasem stan zdrowia starego hacjendera polepszył się znacznie. Było to wielką zasługą Marii Hermoyes, która dniem i nocą opiekowała się swym panem.
Arbellez na tyle odzyskał siły, że próbował wstać z łóżka. Siedział oto okryty kocami przy oknie wychodzącym na północ i rozmawiał z Marią.
— Wszystko bym zniósł, bylebym tylko zobaczył ją raz jeszcze — mówił. — Dlaczego dotąd jej nie ma? Miała przecież już dawno przyjechać!
— Nie wolno tracić cierpliwości, senior. Juarez na pewno ją przywiezie.
Podeszła do okna, zasłoniła oczy ręką i spojrzała uważnie na drogę.
— Senior, zdaje się, że widzę jeźdźców.
— Santa Maria! Może to nareszcie Juarez! Oboje wytężyli wzrok.
— To jakiś oddział — powiedział Arbellez. — Są tam biali i Indianie. Oby moja córka była z nimi!
Zamknął oczy ze wzruszenia, ale słuch rejestrował coraz bliższy tętent koni. Wkrótce rozległy się radosne okrzyki powitania. Po chwili usłyszeli szybkie, zdecydowane kroki na schodach. Otworzono na oścież drzwi. Arbellez utkwił
Tymczasem stan zdrowia starego hacjendera polepszył się znacznie. Było to wielką zasługą Marii Hermoyes, która dniem i nocą opiekowała się swym panem.
Arbellez na tyle odzyskał siły, że próbował wstać z łóżka. Siedział oto okryty kocami przy oknie wychodzącym na północ i rozmawiał z Marią.
— Wszystko bym zniósł, bylebym tylko zobaczył ją raz jeszcze — mówił. — Dlaczego dotąd jej nie ma? Miała przecież już dawno przyjechać!
— Nie wolno tracić cierpliwości, senior. Juarez na pewno ją przywiezie.
Podeszła do okna, zasłoniła oczy ręką i spojrzała uważnie na drogę.
— Senior, zdaje się, że widzę jeźdźców.
— Santa Maria! Może to nareszcie Juarez! Oboje wytężyli wzrok.
— To jakiś oddział — powiedział Arbellez. — Są tam biali i Indianie. Oby moja córka była z nimi!
Zamknął oczy ze wzruszenia, ale słuch rejestrował coraz bliższy tętent koni. Wkrótce rozległy się radosne okrzyki powitania. Po chwili usłyszeli szybkie, zdecydowane kroki na schodach. Otworzono na oścież drzwi. Arbellez utkwił
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170