Jego królewska mość

Autor: Karol May

Hilario przeczytał uważnie.
— Nie budzi podejrzeń. Jeśli jednak oszukał mnie pan, źle się to dla was skończy — rzekłszy to, wyszedł wraz z bratankiem i zamknął drzwi na klucz.
— Kto zawiezie list do Veracruz? — zapytał Manfredo.
— Amerykański myśliwy.
— Grandeprise? A jeśli będzie się dopytywał o Corteja?
— Zostaw to mnie. Czas nagli. Przyprowadź go więc zaraz do mojego pokoju.
Gdy Grandeprise stanął na progu, Hilario powiedział:
— Mam dla pana polecenie, senior. Był już pan chyba w Veracruz? Chcę pana prosić, abyś zawiózł tam list.
Grandeprise odparł z zakłopotaniem:
— Senior uratował mi życie, chciałbym więc wyświadczyć panu tę przysługę, ale teraz jestem na służbie u seniora Corteja i nie mogę się stąd oddalać.
— Właśnie jest to list seniora Corteja. Grandeprise rzucił nań okiem.
— Do stu piorunów, pojmuję! Ten człowiek chce się mnie pozbyć, aby nie spełnić danego mi przyrzeczenia.
— Ma pan na myśli wydanie Landoli w pańskie ręce?
— Tak. Skąd pan wie?
— Cortejo mi powiedział. A


Strony: