Jego królewska mość

Autor: Karol May

prezydentem. Tak nieuleczalnie głupi człowiek — prezydentem! Ha, ha, ha! Powiadam panu całkiem poważnie, że mam pewne plany, do których wykonania przyda mi się bardzo ten majątek. Mój bratanek Manfredo zostanie hrabią zamiast pańskiego Alfonsa, a ja będę z tego czerpał profity dla siebie.
Oszołomieni Cortejowie nie mogli dobyć głosu, Hilario zresztą nie oczekiwał odpowiedzi. Wziął lampę, wyszedł i zaryglował drzwi za sobą. Wrócił do Manfreda, który, jak mu kazał, pilnował jeńców. Zanieśli ich po kolei do dużego lochu i przymocowali pierścieniami do murów. Hilario polecił bratankowi zaopatrzyć więźniów w wodę i chleb, po czym wrócił do siebie.
— Czy coś mówili? — zapytał Manfreda, gdy ten przyszedł do niego po spełnieniu zadania:
— Nic. Tylko Cortejowie lamentują i wrzeszczą, aż uszy puchną. Czy naprawdę zostawisz ich w lochu?
— Naturalnie.
— I umrą tutaj?
— To się zobaczy. Ale, ale… mówiłeś mi, że nasi więźniowie ukryli konie w zagajniku. Zwierzęta mogą nas zdradzić. Idź więc tam, zdejmij z nich uprząż, wyprowadź w pole i rozpędź.
— Szkoda.


Strony: