Jego królewska mość

Autor: Karol May

tydzień.
— Prosiłbym panią, abyś była nieco wyrozumialsza, seniorka. Może i pani znajdzie się kiedyś w takiej sytuacji, że przyda się jej czyjaś pobłażliwość.
— Żadnej wyrozumiałości! Nieprawda, ojcze?
— Pobłażliwość byłaby nie na miejscu — przytaknął Cortejo. Straciłem oko. Zabrano mi moją hacjendę i wymordowano ludzi.
Nie ma dla nich kary za okrutnej! Gdzie są lochy, w których senior ich uwięzi?
— O piętro niżej. Czy chciałby je pan obejrzeć?
— Oczywiście! Takiego widoku się pozbawić?! Czy zabierzemy ich wszystkich na raz? Ale trzeba by rozluźnić im więzy, aby mogli chodzić.
— Ani myślę! Tym ludziom nie wolno dać najmniejszej okazji do ucieczki. Na razie niech tu zostaną. Potem zaniesiemy ich tam pojedynczo. Chodźmy więc!
Doszli do schodów.
— To tu — powiedział Hilario zatrzymując się w wąskim i długim korytarzu. Z obu stron znajdowały się bardzo małe celki, ledwo mogące zmieścić człowieka. W drzwiach były judasze.
— Czy to te lochy? — zapytała Josefa. — Niech pan pokaże jeden. Hilario otworzył drzwi i oświetlił


Strony: