Jego królewska mość

Autor: Karol May

/> — Jest także Mariano! — cieszył się Cortejo. — Do pioruna! Takiej radości już dawno nie zaznałem! A ten tu, a ten… Trudno uwierzyć, ale to naprawdę don Fernando de Rodriganda! Senior, proszę mi powiedzieć, w jaki sposób wydostał się pan z więzienia?
Wulkan wrzał w piersiach starego hrabiego. Jakże pragnął spotkania z tym łotrem, któremu „zawdzięczał” osiemnaście lat nieszczęść, i jakże to spotkanie wyglądało inaczej, niż sobie wymarzył. Gdyby tak mógł powiedzieć, co o nim myśli! Wiedział wszakże, że w tej sytuacji tylko sprawi tym przyjemność swemu dręczycielowi, więc nie odezwał się ani słowem.
— A, jesteśmy dumni i odgrywamy jaśnie oświeconego — szydził Cortejo. — Niech i tak będzie! Duma panu przejdzie. — I zwracając się do Hilaria dodał: — Niech pan powie, jak zostali schwytani!
— Później się pan dowie. Teraz musimy przede wszystkim ustalić, co z nimi zrobić.
— Zamknąć, oczywiście! — zawołała Josefa. — W najcięższych lochach, senior! I takie będą dla nich jeszcze za dobre. Codziennie wymierzać im chłostę, a jedzenie dawać tylko raz na


Strony: