Jego królewska mość

Autor: Karol May

mam podziękowanie za moją ofiarność! Najlepiej zrobię, jeśli wydam was Francuzom!
— Nie żartuj pan! — zawołał Cortejo. — Moja córka nie chciała pana obrazić! Ja również wierzyłem, że uwięzi pan tych drabów. Tak przecież ustaliliśmy. A teraz będziemy musieli czekać na okazję, by ich unieszkodliwić. Ale powiedz nam, senior, co oni mówili, jak się zachowywali…
— Potem. Teraz spełnię waszą prośbę. Jeśli zechcecie pójść ze mną, wskażę wam inny pokój.
Ochoczo przystali na tę propozycję. Kiedy minęli korytarz, ujrzeli światełko dobywające się zza jakichś drzwi. Wszedłszy do środka, zobaczyli Manfreda, który siedział przy dziewięciu skrępowanych jeńcach. Cortejo podszedł i krzyknął zdumiony:
— Niech to wszyscy diabli! Przecież to Sternau!
— Rzeczywiście — dodała dziewczyna. — A tu leży Bawole Czoło, Niedźwiedzie Serce i Piorunowy Grot. Sądziłam, że uciekli — zwróciła się do Hilaria.
— Ja tylko żartowałem — oświadczył starzec. — Mnie nikt nie ujdzie.
Już wszyscy więźniowie odzyskali przytomność. Leżeli milcząc, z otwartymi oczami.

Strony: