Jego królewska mość

Autor: Karol May

pobladłą z przerażenia twarz. Nie uwierzyła mu jednak.
— Jestem przekonana, że rychło wyzdrowieję.
— Miej nadzieję, Josefo! — pocieszał ją Cortejo. — Senior Hilario jest w złym humorze i chce go na nas wyładować. Jak tam na górze? Czy szybko będzie stąd można wyjść? Czy Francuzi są jeszcze w mieście?
— Nieprędko się wyniosą.
— Niech ich diabli porwą! Już dość mam tylko nocnych spacerów! Nie mógłby pan przynajmniej dać nam innego pomieszczenia?
— Zastanowię się nad tym.
— A co z naszymi prześladowcami? Nie zjawili się jeszcze?
— A i owszem. Było ich dziewięciu. Wydali mi się nadzwyczajnymi ludźmi. Szczególnie jeden: olbrzym, prawdziwy Goliat.
— To zapewne Sternau.
— Dwóch Indian…
— Bawole Czoło i Niedźwiedzie Serce! Co pan z nimi zrobił?
— Ja? Nic. Absolutnie nic, seniorita. Byłem zadowolony, że oni mnie nic nie zrobili.
— Ale przecież postanowiliśmy ich uwięzić!
— Jakże mogłem to zrobić, seniorita?
— Mnie pan o to pyta? Jesteś tchórzem, senior!
— Czy mówi pani poważnie? A więc takie


Strony: