Jego królewska mość

Autor: Karol May

Potem ich zwiąż. Będziesz tu siedział, dopóki nie wrócę. Chcę przyprowadzić Cortejów. Niech się ucieszą widokiem tych więźniów. Potem ja się będę cieszył tym co im zgotowałem.
Hilario odszedł. Bratanek przetrząsnął kieszenie pojmanych i zagrabione rzeczy przeniósł do drugiej piwnicy. Po czym bardzo starannie związał jeńcom ręce i nogi, aby żadną miarą nie mogli się uwolnić.
Doktor Hilario, minąwszy szereg korytarzy, zapukał do drzwi
Cortejów.
— Czy mogę wejść?
— Ach, Hilario! Nareszcie pana widzę!
Doktor wszedł do znośnie urządzonego pokoju, w którym płonęła lampa. Cortejo i jego córka siedzieli na macie rozesłanej na ziemi.
— Dobrze, że pan przyszedł — ucieszyła się Josefa. — Cierpię jeszcze bardzo. Czy zrobi mi pan nowy opatrunek?
— Nie, seniorita. To zbyteczne. Pani rana była źle leczona. Teraz za późno. Umrze pani.
Josefa wbiła swe sowie oczy w doktora.
— Żartuje pan! Chce mi pan napędzić strachu?
— Przydałoby się, aby pani odczuła choćby trochę strachu, seniorita.
Chłodno i obojętnie spoglądał na jej


Strony: