Jego królewska mość

Autor: Karol May

więźniów — wyjaśnił
Hilario.
— Kto to?
— Niech cię to nie obchodzi! Czy droga wolna?
— Sądzę, że nikogo nie spotkamy. Hilario sięgnął po latarkę.
— Po co dwa światła? — zapytał Sternau.
— Jedno na jedenaście osób nie wystarczy w tych podziemiach. A może mam tu przyprowadzić Cortejów?
— Nie, pójdziemy z panem. Nie usiłuj nam zbiec! Jeden z was pójdzie przodem, a drugi z tyłu. Pierwszy będzie zakładnikiem. Jeśli zdarzy się coś złego, natychmiast roztrzaskamy mu głowę.
Wyruszono w szyku wskazanym przez Sternaua i zgodnym, niestety, z planami Hilaria. Doktor szedł pierwszy. Minął jeden korytarz, po schodach zszedł do drugiego, a następnie do piwnicy. Wreszcie stanął przed mocnymi, obitymi blachą drzwiami i odsunął dwie zasuwy.
— Daj klucz! — zwrócił się do bratanka.
— Czy Cortejowie są w tym pomieszczeniu? — zapytał Sternau.
— Nie, w następnym, senior.
Manfredo otworzył zamek i odsunął się, aby przepuścić pozostałych. Hilario poszedł naprzód, a za nim przybysze. Nie zauważyli, że przeciwległe żelazne drzwi są nie


Strony: