Jego królewska mość

Autor: Karol May

nikt nie ruszy. Zatem chodźmy!
— Czy przedostaniemy się przez bramę?
— Nie. Musimy być ostrożni. Nikt oprócz Hilaria nie powinien nas zobaczyć.
W chwili gdy Sternau i jego towarzysze zaczęli wchodzić na górę, opodal, niedaleko drogi, podniósł się z ziemi jakiś mężczyzna i pobiegł do klasztoru. Otworzył boczną bramę do mieszkania Hilaria. Był to Manfredo, bratanek doktora.
— Ledwo dyszysz — zauważył starzec. — No, co tam?
— Zjawili się. Jest ich dziewięciu. Jeden z nich — istny olbrzym.
— To chyba Sternau. Wyjdź stąd. Nie chcę, by cię tu spotkali. Pamiętaj, że nikt, nawet Grandeprise, nie może ich widzieć.
— Jeszcze nieprędko tu będą. Najpierw wjechali do zagajnika, chyba po to, aby ukryć konie. Dopiero przed chwilą zaczęli wspinać się do klasztoru.
— To i dobrze. Czy wszystko zapamiętałeś dokładnie? Ty masz tylko świecić za nami, ja zaś z lampą w ręku będę szedł pierwszy. Ale gdy wejdziemy, to znaczy ja i oni, do oznaczonego korytarza, zatrzaśniesz szybko za nimi drzwi i zamkniesz na zasuwy. To wszystko, a teraz idź już!
Bratanek szybko się


Strony: