Jego królewska mość

Autor: Karol May

Corteja. Jedyny błąd to to, że nie zawiadomiliśmy o celu naszej podróży obu czerwonych gońców wysłanych do hacjendy.
— Słyszeli chyba o tym.
— Wątpię, stali za daleko. Jednak nie sądzę, żeby istniały jakieś powody do obaw. Ruszajmy, aby nie przybyć za późno do Santa Jaga.
Popędzili co koń wyskoczy i po pięciu godzinach zbliżali się do miasta. Chociaż był wieczór, klasztor zarysowywał się dosyć wyraźnie.
— Gdzie zatrzymamy konie? — zapytał Unger.
— Nigdzie — oświadczył Sternau. — W klasztorze nie powinniśmy tego robić, a w mieście nie możemy się pokazywać. Musimy znaleźć miejsce na wzgórzu, gdzie je ukryjemy.
W pobliżu klasztoru, z dala od drogi, rósł zagajnik. Tam ukryto konie.
— Kto przy nich zostanie? — zwrócił się Sternau do towarzyszy.
— Nie ja — odpowiedział Bawole Czoło.
— Niedźwiedzie Serce musi iść do Corteja.
— Ja też nie będę tutaj sterczeć — żachnął się Piorunowy Grot.
— Ale przecież i ja nie mogę ich pilnować. Pozostawmy więc je bez straży — zdecydował Sternau. — Miejmy nadzieję, że ich


Strony: