Jego królewska mość

Autor: Karol May

z Chihuahua.
— Z Chihuahua? O kim mówi mój brat?
— O damie, która była u wodzów francuskich.
— Seniorka Emilia? Ach, mój Boże, to rzeczywiście ona! Co tu robi?
Popędzili konie i wkrótce spotkali się z Emilią.
— Doktor Sternau! — krzyknęła zdumiona.
— We własnej osobie. Ale skąd pani się tu wzięła? Sądziłem, że seniorita jest w drodze do Meksyku.
— Owszem, byłam. Ale teraz jadę do hacjendy del Erina. Czy zastanę tam Juareza?
— Nie, ale niedługo tam przybędzie.
— Mam dla niego bardzo ważne wiadomości. Nie mogłam ich powierzyć posłańcowi.
— Służymy pani pewnymi ludźmi — Sternau spojrzał na Miksteków. — Porozmawiajmy, tylko zsiądźmy wpierw z koni, aby trochę wypocząć.
Za chwilę mówił dalej.
— Nie problem z zaufanym gońcem. Ale może musi pani osobiście porozumieć się z Juarezem?
— Bynajmniej. Chodzi tylko o to, aby dokumenty, które mam przy sobie, dostały się do jego rąk.
— Niech pani to poleci dwóm naszym Mikstekom. Zawiozą je do hacjendy i wręczą prezydentowi, gdy tylko tam się zjawi.


Strony: