Jego królewska mość

Autor: Karol May

złożony z dziesięciu jeźdźców. Był to Sternau i jego towarzysze. W pewnej odległości za nimi jechali Mikstekowie, których zabrał ze sobą Bawole Czoło.
Długie milczenie przerwał Sternau. Wskazując na trawę powiedział:
— Nie zgubiliśmy tropu. Uciekinierzy odpoczywali tutaj. Patrzcie, jak ta ziemia wygląda.
Zeskoczyli z koni, aby obejrzeć miejsce.
— Tak — potwierdził Bawole Czoło — to oni. Taka sama liczba koni i wielkość kopyt.
— Dokąd prowadzi ta droga?
— Do Santa Jaga.
Podjęli przerwaną jazdę, tym razem w szybszym tempie. W południe ujrzeli w oddali trzy postacie na koniach, jadące im naprzeciw. Zatrzymali się znowu.
— Dama i dwóch mężczyzn — oznajmił Sternau. — Aha zobaczyli nas. Skręcają, aby nas wyminąć. Musimy im przeszkodzić.
— Jedźmy za nimi! — zaproponował Bawole Czoło. Puszczono konie w cwał. Amazonka zrozumiała zapewne, że nie ujdzie pościgowi, gdyż zawróciła. Kiedy zbliżyli się do siebie na tyle, że można było rozpoznać się nawzajem Bawole Czoło osadził wierzchowca na miejscu i zawołał:
— Uffi Wszak to piękna squaw


Strony: