Jego królewska mość

Autor: Karol May

klasztoru.
W mieście poszła prosto do handlarza koni.
— Pożycza pan konie? — spytała.
— Tak, seniorita. Chce pani jechać na spacer?
— Nie. Muszę i to zaraz odbyć długą podróż. Czy potrafi pan milczeć?
— Jestem przyzwyczajony do brania zapłaty i do milczenia.
— Pieniądze dostanie pan z góry. Czy zna pan hacjendę del Erina?
— Tak. Jazda tam potrwa kilka dni. Czy ktoś pani towarzyszy?
— Nie.
— Odważna z pani dama! Czy mam się postarać o eskortę?
— Dwóch ludzi wystarczy.
— Jak pani sobie życzy. Dam pani dwóch vaquerów. To pewni ludzie. Za pół godziny będą gotowi.
— Doskonale! Niech wezmą ze sobą tę oto paczkę. Ja pójdę naprzód. Spotkają mnie za miastem. Nikt nie powinien wiedzieć, w jaki sposób i w jakim kierunku opuściłam Santa Jaga.
Omówiła z kupcem cenę, zapłaciła sowicie i odeszła wolnym krokiem.
W oznaczonym czasie dogonili ją dwaj jeźdźcy prowadzący konia z damskim siodłem. Zatrzymali się przy niej i pomogli dosiąść wierzchowca.
Prawie w tym samym czasie mknął na północ mały oddział


Strony: