Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

choroby. Właśnie wtedy pokochali się z hrabianką.
- A więc zna pan również hrabiego Manuela?
- Od dawna.
- O ile wiem, pełnomocnikiem jego był wtedy niejaki Cortejo. - Cortejo wydął pogardliwie usta, chcąc dać tym do zrozumienia swojemu rozmówcy, że nazwisko to jest mu niemiłe.
- Tak - wyjaśnił. - Cortejo załatwiał drobne, bieżące sprawy. W ważniejszych ja miałem zaszczyt gościć w Barcelonie pana hrabiego.
- A co pan sądzi o Corteju? Bo przecież i z nim musiał się pan spotkać.
- Nie powiem, żebym go nienawidził, ale pogardzam nim. Uważałem i uważam, że zdolny jest do każdego szelmostwa.
- I ja o tym słyszałem - kapitan pokiwał głową. - Czy nie ma on brata w Meksyku?
- Owszem. Ten z Rodrigandy to Gasparino, a tamten Pablo.
- Jaki człowiek z tego drugiego?
- Awanturnik, szubrawiec! Z jego to przyczyny jadę do Meksyku. Muszę przyjrzeć się jego brudnym sprawkom.
- Życzę szczęścia. I ja uważam Pabla Corteja za łotra. Dowiedziałem się o nim ciekawych rzeczy.
Cortejo udał zdziwienie:
- Jakich? Rozumie pan chyba, jak cenne mogą być dla mnie


Strony: