Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

szczególnego.
- Uderzyło mnie, że gdy jeden pytał, drugi ledwo się wstrzymywał, aby czegoś nie powiedzieć.
- To mnie też nie dziwi. Przecież obaj znają hrabiego.
- Ach, tak!
- Masz jeszcze jakiś interes? Nie? Więc przyślij ich do mojej kajuty i powiedz kucharzowi, że będą jedli razem ze mną.
Odchodząc, Peters mruknął coś do siebie:
- Znają hrabiego? Coś mi tu śmierdzi. Statek piracki też udaje, że jest handlowym. W każdym razie nie zaszkodzi mieć ich na oku.
Peters należał do prostolinijnych ludzi, którzy doskonale wyczuwają kłamstwo. Wszedłszy do kajuty gości, rzekł grzecznie, ale i zabrzmiało to niemal jak rozkaz:
- Seniores, do kapitana!
- Gdzie jest? - zapytał Landola.
- W swojej kajucie.
- Dobrze! Idziemy.
- Trzeba zabrać dokumenty.
Peters wyszedł i stanął w pobliżu kabiny. Podszedł do niego jeden z marynarzy.
- Co tak stoisz i patrzysz jak kot w mysią norę?
- Bo i pilnuję myszy.
- Naprawdę?
- Aha! Może raczej szczurów lądowych?
- Zgadłeś. Uważaj!
Latarnie okrętowe oświetlały mężczyzn.


Strony: