Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

rozgoszczą. Przyniosę wody i wszystko, co potrzebne.
Gdy marynarz wyszedł, Cortejo rzekł do Landoli:
- A więc nazwisko de Rodriganda jest mu znane...
- Tak. I to dobrze. Gdybyśmy go nie wymienili, nie byłby nas zabrał.
- Mimo to żałuję, że nie trzymałem języka za zębami.
- Zobaczymy, co będzie dalej. W każdym razie musimy być bardzo ostrożni.
Po chwili wszedł Peters z wodą i miednicą.
- Jak długo byliście w Rio? - zapytał Cortejo.
- Trzy dni.
- Skąd płyniecie?
- Z Cape Horn.
- Przedtem może byliście w Australii?
- Zgadza się, ale ostatnio w Meksyku.
- W którymś z portów zachodnich?
- W Guaymas.
- Ładowaliście towary?
- Nie. Wysadzaliśmy pasażerów.
- Przecież kapitan powiedział, że to nie pasażerski statek.
- Bo to prawda. Należy do hrabiego Fernanda Rodrigandy. Obaj mężczyźni spojrzeli po sobie porozumiewawczo, ale marynarz nie zauważył tego.
- De Rodriganda? - powtórzył Cortejo, starając się odzyskać równowagę. - Znasz tego pana?
- Nie. Nigdy go nie widziałem.
- Sądząc z twych


Strony: