Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

przedłuży.
Kapitan jeszcze raz spojrzał na obu mężczyzn. Wyglądali na uczciwych ludzi.
- Wielkie straty, powiada pan? Czy reprezentuje pan jakiś bank?
- Nie, osobę prywatną.

- Wolno zapytać, kto to taki?
- Hrabia de Rodriganda.
Na dźwięk tego nazwiska twarz kapitana rozpromieniła się.
- Czy mnie słuch nie myli? Rodriganda? Ten sam, którego zamek rodowy leży niedaleko Manresy w Hiszpanii?
- Tak, ten sam.
- O ile mi wiadomo, ma wielkie posiadłości w Meksyku. Mniemam, że dysponują panowie dowodami tożsamości.
- Oczywiście. Chce je pan przejrzeć?
- Nie teraz, później. Statek wkrótce odpływa, a zostało jeszcze sporo spraw do załatwienia. Mogą panowie odprawić łódź. Peters!
Podbiegł jeden z marynarzy.
- Zaprowadź panów do przedniej kajuty. Będziesz ich obsługiwał. Zwalniam cię z innych zajęć.
- Tak jest, kapitanie! Proszę za mną! - zwrócił się do nieznajomych łamaną hiszpańszczyzną.
W małej, schludnej kabinie, do której ich zaprowadził, stały obok siebie dwa łóżka.
- Oto kajuta. Niech się panowie


Strony: