Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

się jednak mógł tego spodziewać? Oczywiście mnie nic nie grozi, trzeba będzie jednak na wszelki wypadek pomyśleć o ukryciu się. Ale Cortejo i jego ludzie są zgubieni, jeżeli nie zdołają zdusić niebezpieczeństwa w zarodku. Hm, pięć tysięcy duros. Mało! Niech płaci szelma, niech płaci! Potem znajdę sobie jakiś piękny, odosobniony zakątek i będę w spokoju dożywał moich dni.
Cortejo tymczasem zdobył potrzebne informacje i poszedł do gospody. Przesiedział tam aż do wieczora, po czym pojechał do lasku. W umówionym miejscu ktoś zaczął gwizdać Marsyliankę, kazał więc woźnicy zatrzymać konie. Landola umieścił kufry na koźle i wsiadł do powozu. Ruszyli.
- Czy rozmówił się pan z kapitanem? - zapytał były pirat.
- Kiedy ruszamy?
- Nie potrzebowałem wcale pytać. Na pomoście wisi tablica, że pojutrze o dziewiątej rano. Zdążymy więc, jeżeli przyjedziemy nocą.
Poza tą krótką rozmową nie zamienili ani słowa aż do Rodrigandy. Landola, bojąc się rozpoznania, nie chciał by widział go ktokolwiek z domowników. Cortejo zaprowadził go do pokoju gościnnego i sam zaniósł mu posiłek. Potem


Strony: