Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

wpuszczono pana od razu?
- Tak. Jego królewska mość był łaskaw mnie wprowadzić do ministra.
- Obłąkaniec!
- Wcale nie! Prawdę mówi!
Wszyscy się odwrócili. Przy drzwiach stał Kurt Unger, a za nim policjanci, którzy pojechali do ministra, aby go ostrzec i tam dowiedzieli się, że Sępi Dziób nie jest zamachowcem. Starszy wachmistrz rozkazał zdjąć Jankesowi kajdanki, a następnie zwrócił się do niego:
- Panie, stała się panu wielka krzywda. Winę ponoszą ci, którzy pana niesłusznie posądzili, mianowicie gospodarz i kelner. Może ich pan pociągnąć do odpowiedzialności, wszystko potwierdzimy. Ale ja także proszę o wybaczenie i gotów jestem dać panu satysfakcję. Proszę, niech pan powie, jakiego zadośćuczynienia pan żąda.
Sępi Dziób rozejrzał się dokoła. Po twarzy przemknął mu uśmiech.
- A więc dobrze. Muszę otrzymać satysfakcję. Ten pan - wskazał na wachmistrza - uznał mój puzon za maszynę piekielną. Żądam, aby przyjął go ode mnie w podarunku i przechowywał jako pamiątkę tego ważnego dnia, kiedy omal nie ocalił życia von Bismarckowi.
Zrobiło się wesoło,


Strony: