Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

mam chwili do stracenia. Muszę tam iść natychmiast! Wyskoczył z gospody, wsiadł do dorożki i kazał jechać pełnym galopem.
Tymczasem rozmowa Sępiego Dzioba z obu dostojnymi mężami dobiegła końca. Polecili mu na pożegnanie, by spokojnie czekał na dalsze polecenia, a także, by przekazał Kurtowi, że natychmiast po przybyciu ma się zameldować u von Bismarcka.
Zadowolony z siebie traper kroczył po ulicach Berlina. Wprawdzie szedł inną drogą niż poprzednio, ale jego zmysł orientacji nie pozwolił mu zabłądzić. Niebawem dotarł do gospody.
Kiedy wszedł do izby z wyszynkiem, zaroiło się w niej od tajnych agentów, kórych wziął za gości hotelowych. Ledwo usiadł przy stoliku, jeden z detektywów podszedł do niego i zapytał:
- Pozwoli pan? Czy nie spotkaliśmy się kiedyś?
- Idź pan do diabła - mruknął Sępi Dziób.
- Jeśli jeden z nas ma iść do diabła, to z pewnością nie ja. - Jankes ze zdziwieniem spojrzał na nieznajomego.
- Hola, chłopcze, szukasz ze mną zwady?
- Może - roześmiał się detektyw. - Zna pan to?
Wyjął z kieszeni niby monetę i podsunął traperowi pod


Strony: