Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

ponownie i równocześnie zawołał głośno.
- W imieniu prawa, niech pan otworzy!
Znowu odpowiedzią było milczenie.
- Musimy sami otworzyć. Wytrych! Nachylił się, aby zbadać otwór zamka.
- Niech to piorun trzaśnie! Zatkany!
- Czy włożył klucz od wewnątrz? - zapytał ktoś.
- Nie. Wetknął coś z tej strony.
- A więc nie ma go tam.
- Chyba nie.
Każdy po kolei badał otwór. Tkwił w nim stalowy przedmiot, którego niepodobna było usunąć.
- To ci checa! Uciekł! - zawołał jeden z policjantów.
- Oby tylko to! - Jego przełożony zwrócił się do pokojówki: - Powiedział pani, że zamierza udać się do von Bismarcka?
- Tak.
- A więc nie wolno nam zwlekać! Minister w niebezpieczeństwie! Chodźcie ze mną, panowie! Musimy natychmiast jechać do von Bismarcka. Obstawić gospodę!
Policjanci w oka mgnieniu wsiedli do dorożki i pojechali co koń wyskoczy.
Ledwo zniknęli, przed gospodą zatrzymał się inny pojazd. Pasażerem, który wysiadł, był Kurt Unger. Nie miał pojęcia o tym, co się zdarzyło, i nie wiedział również, że przechodnie, którzy


Strony: